skopiowałem z wątku politycznego: _____na szczęście ja nie mam problemów, mieszkam w "Jedności" i mimo różnych opinii, które do mnie docierają jakoś nie miałem z nimi problemów. Choć raz zdarzyło mi się, że zalegałem z wszystkimi opłatami względem spółdzielni przez ponad 3 miesiące (po nowym roku PKO S.A. przestało odbierać przelewy wysyłane z mBanku, a ja nieZawodnicy nie chcą podpisywać kontraktów w PGE Ekstralidze na kolejny sezon. Powodem są nowe zapisy w regulaminie.„Liga rządzi, liga radzi, liga nigdy was nie zdradzi” - głosił slogan propagandowy wykorzystany w komedii „Seksmisja” w reżyserii Juliusza Machulskiego. W słuszność tego stwierdzenia powątpiewać mogą obecnie zawodnicy jeżdżący na co dzień w PGE Ekstralidze. Trudno wyobrazić sobie rozgrywki promowane pod hasłem „najlepsza żużlowa liga świata” bez jej najbardziej znanych przedstawicieli, tj. Bartosz Zmarzlik, Jason Doyle czy Tai Woffinden. W sobotę w Bydgoszczy zawodnicy spotkali się z Krzysztofem Cegielskim, szefem Stowarzyszenia Żużlowców „Metanol”. Ustalono, że na razie podpisów pod nowymi umowami nie będą składać. Mimo że okres transferowy ruszył 1 listopada, kluby informują jedynie, że „doszły do porozumienia” z poszczególnymi żużlowcami. Pierwszym „łamistrajkiem” okazał się Rune Holta, który podpisał już kontrakt z Get Wellem Toruń. Pytanie, czy jego drogą pójdą inni. Tymczasem w poniedziałek zebrali się akcjonariusze Ekstraligi Żużlowej. Rozmawiano o postulatach zawodników. - Ale to było jedynie przy okazji naszego spotkania, które dotyczyło czegoś innego - zaznacza prezes Wojciech rozchodzi się - jakżeby inaczej - o pieniądze. Nowy regulamin PGE Ekstraligi ściśle określa kwestię indywidualnych kontraktów sponsorskich. Zawodnicy zaczęli udostępniać w mediach społecznościowych manifest, w którym dość jasna podważa się logikę nowych zasad, żużlowca porównując do piłkarza. Oto kilka z jego zapisów: „Po wyskoczeniu ze stroju klubowego/reprezentacyjnego każdą umowę sponsorską [żużlowiec] musi skonsultować z ligą i uzyskać odpowiednią zgodę”; „W przypadku użycia swojego imienia, nazwiska, logotypu czy pseudonimu na kubku, smyczy czy innym gadżecie dla kibica zapłaci 500 tysięcy złotych kary”; „Jeśli podczas treningu wywróci się i ulegnie kontuzji, liga będzie kazała mu zapłacić 50 tysięcy złotych kary. Jeśli spadnie ze schodów - to samo”. W myśl ostatniego z przytoczonych wyżej punktów w poprzednim sezonie wspomnianą kwotę musiałby zapłacić Tomasz Gollob, który w kwietniu miał wypadek na torze motocrossowym w Chełmnie. Na kevlarze zawodników można umieścić logo sponsora w 45 miejscach. Każda umowa musi być zatwierdzona przez PGĘ Ekstraligę. Jeśli żużlowiec zlekceważy ten zakaz, 1/3 przychodu trafi w ręce klubu, tyle samo otrzyma liga. Umowy długookresowe, sięgające dalej niż do 2018 roku, automatycznie zostały skrócone. Głos w tej sprawie zabrał Wojciech Stępniewski, który zaprzecza jakoby władzom ligi zależało na zarobku kosztem żużlowców. - „Przez ostatnie 11 lat Ekstraliga nie wzięła od zawodnika ani 1 zł, chyba że w sprawach dyscyplinarnych. Reklamy z kolei są własnością klubu, bo to klub organizuje mecz. Sprawa ich ilości to konsensus zawarty przez 8 klubów, wspólników EŻ” - napisał na Twitterze szef Ekstraligi Żużlowej. Prezesi najlepszych klubów w Polsce mają świadomość, że ewentualne zawieszenie rozgrywek fatalnie wpłynęłoby na kondycję ligi i jej wartość marketingową. A przecież Speedway Ekstraliga właśnie walczy o nową umowę ze sponsorem strategicznym i miliony zł w kolejnych sezonach. Michał Adam Renlef: Bezwstydni bluźniercy, oderwani od rzeczywistości i zamknięci w swiom towarzystwie, egoiści myślący o kancie dupy i wydmuszce propagandowej za obce pieniądze. Cioty rewolucji,
„Liga rządzi, liga radzi. Liga nigdy Cię nie zdradzi!” Już w najbliższą sobotę 7 marca ruszają zmagania III ligi z udziałem Świtowców. Zaczynamy meczem derbowym z Chemikiem Police w Skolwinie. Zapraszamy wszystkich Kibiców! ⚽️ ŚWIT SZCZECIN – CHEMIK POLICE 📆 sobota, 7 marca 🕒 godzina 🏟 obiekt MOSRiR przy Stołczyńskiej 100
Liga broni, liga radzi, liga nigdy was nie zdradzi. Sekcja specjalna zawsze lojalna! Czy można stąd zadzwonić na miasto? Samiec twój wróg! Dzień dobry, zastałem Jolkę? Nie, no nie róbcie z nas pederastów! Hej! Nasi tu byli! Jutro też wam uciekniemy! Nas? Bohaterów? Prądem?! Nie wstanę! Tak będę leżał! Nieźleście nas Piszę to jako dziennikarz wierny opisowi, jaki zamieściłem w swoim profilu. Im więcej infantylizmu i pospolitego łajdactwa pojawia się w naszym zawodzie, tym dobitniej widać, że jedynym ratunkiem dla prestiżu tego, co jako grupa reprezentujemy jest Liga. Nienazwany dotąd i nieformalny, choć z pewnością istniejący kręgosłup polskiego dziennikarstwa. Wyczuwany intuicyjnie i z ulgą znajdowany przez każdego, kto przedziera się przez kakofonię naszych doniesień i opinii. Na trop Ligi wpada każdy, kto robiąc research w jakiejś sprawie natyka się na stertę materiałów tendencyjnych, przepisanych, skompilowanych z nie wiadomo czego, bezźródłowych, zmanipulowanych, opartych na wypowiedziach notorycznych kłamców, niesprawdzonych, słowem - masę śmiecia. Od bzdurnych tekstów zlepionych przez stażystę po starannie zmanipulowane płody profesjonalnych propagandystów. Co robi ktoś wystarczająco bystry, żeby zauważyć, że ma do czynienia z bełkotem? Kiedy zawodzi metoda oparta na szukaniu faktów, które w stercie śmiecia wzajemnie sobie przeczą, jedynym wyjściem jest odejście od niej i oparcie się na wiarygodności źródeł, które je opisują. Dla doświadczonego researchera znalezisko staje się istotne dopiero, kiedy będzie pochodzić od autora mającego markę. Bez znaczenia gdzie publikującego. Ci ludzie to właśnie Liga. Nie jest tak, że Liga w naszym zawodzie rządzi. Na pewno jednak istnieje. Czasem radzi. Najistotniejsze zaś, że prawdopodobnie nigdy nie zdradzi. Jest w naszym zawodzie kilka, kilkanaście postaci, których publikacje nigdy nie były świadomie fałszowane. Zawsze były za to oparte na starannym zweryfikowaniu treści, sprawdzeniu interesów, stojących za tym czy innym komunikatem otrzymanym od źródła, rozważeniu konsekwencji tego, co się pisze. Odkryłem to wielokrotnie. Wystarczyło, że zirytowany ogromem bełkotu, podawanego przez wyszukiwarkę w jakiejś sprawie do kryteriów wyszukiwania dopisywałem nazwisko autorów, tworzących moją Ligę - i wszystko stawało się jasne. Ewa, Krzysiek, Mariusze, Wojtek, Michał, Paweł, Jacek, Robert, Andrzej, Jarek - jest w kraju zaledwie kilkanaście osób, na których wiarygodności nigdy się nie zawiodłem. Kiedy w redakcji pada zniecierpliwione natłokiem danych pytanie "jedni tak, drudzy tak... WTF?!", jedyną rozsądną odpowiedzią stawało się "zobacz, co o tym napisała Ewa" albo "sprawdź w kwietniu, Robert to robił". Nawet bez narzucanej przez krawaciarzy biegunki afer i paranewsów żyjemy w czasach natłoku bodźców. Dziś jeden tylko minister (a mamy takich co najmniej kilku) potrafi w sprawdzanie swoich bajdurzeń zaangażować pół redakcji. To nic innego jak znany informatykom atak DDoS - Distributed Denial of Service, czyli atakowanie odbiorcy pochodzącym z wielu źródeł strumieniem informacji, wymagających obsługi. Kończy się zwykle wywaleniem u odbiorcy bezpieczników i zablokowaniem jego jakichkolwiek działań. To właśnie obserwujemy w redakcjach, zasypanych śmieciem paranewsów, oświadczeń, konferencji, afer, wniosków o powołanie komisji, kolejnych projektów ustaw i kolejnych interpretacji snów szefa MON. Redakcja się nie wyłącza, ale z grubsza tylko ten strumień ociosuje i pakuje ludziom do głowy. Tylko zawodnicy Ligi poddają go analizie i refleksji, czym ratują nas od obłędu. Atak DDoS obserwujemy jednak także w skali społeczeństwa, które dostając od nas bezrefleksyjnie przekazaną papkę - po prostu się wyłącza. Chyba, że odkryje dla siebie Ligę. Zawodnik Ligi zawsze wie więcej niż pisze. Nigdy nie pisze wszystkiego, za to zawsze wie, co pisze. Nie przegrywa procesów, bo jest tak dobry, że wytaczanie mu ich nie ma sensu. Liga jest uczciwa i kłopotliwa. Nie daje się kupić. Dla plemiennie podzielonego społeczeństwa ten sam przedstawiciel Ligi raz jest bohaterem ujawniającym knowania (jeśli to w interesie tej akurat grupy), innym razem narzędziem przebiegłej manipulacji - jeśli publikuje coś wbrew jej interesom. Liga ma bardzo głęboko to, komu pisząc szkodzi, a kto na tym zyskuje. Potrafi działać wbrew swoim poglądom. Działa w imieniu odbiorcy, któremu pokazuje jak jest, niezależnie od tego, czy jej samej się to podoba czy nie. Liga to rozproszona po wielu redakcjach grupa dziwaków. Niewchodzących sobie w drogę, rzadko też konkurujących - po prostu uznających i szanujących się nawzajem. I upierdliwych. To oni nie zgadzają się na publikację materiałów niepełnych, to oni przychodzą do wydawcy położyć elektryzującego newsa, bo "to już było, ten gość bredzi". Oni czytają rzeczy, do których nikt nie zagląda, żeby oświadczyć na koniec "podkręcone, ale nic w tym nie ma". Potrafią doprowadzić do publikowania rzeczy jawnie sprzecznych z tzw. linią firmy. Uporczywie odchodzą z mainstreamu gdzieś w bok i znajdują tam rzeczy często istotniejsze niż te, które strumień już wypłukał. To oni pamiętają i wiedzą. A jeśli nie wiedzą - dowiedzą się. Do opisu Ligi świadomie nie używam określenia Autorytet. Ten termin dawno już został w życiu publicznym zawłaszczony przez młotkujące się plemiona, zamieniony w namacalne nagrody, dekretujące bycie Autorytetem w tej czy innej dziedzinie, dla tych czy tamtych. Liga jest określeniem właściwszym choćby przez to, że dotyczy osób czasem skrajnie różnych, działających jednak w oparciu o podobne standardy, choć w różnych dziedzinach i na różną skalę. Liga nie ma też związku z popularnością. Ta "Slutty little cousin of prestige" z powodzeniem kreuje na Autorytety ludzi wynajętych do czytania z promptera albo od lat rozmawiających o tym samym z tymi samymi 60-80 osobami. Z Ligą nie ma to jednak wiele wspólnego. Zawodnicy Ligi dostają czasem jakieś nominacje i nagrody, z reguły jednak nie jesteśmy świadomi ich istnienia. Ja jestem. I mając honor znać kilku jej zawodników dziękuję Lidze za upór, uczciwość, kompetencję i to, że po prostu jest. Jak długo mamy wmontowane w idiociejący system bezpieczniki, tak długo wyznanie "jestem dziennikarzem" nie będzie wstydliwe. Swoją drogą - czy to nie dziwne, że Ligę ludzi wykonujących ten zawód tak, jak należy to robić, da się wyróżnić jako jego osobliwość? Nie sądzicie chyba, że do podanych tu, nie wszystkich oczywiście imion zawodników Ligi dopiszę nazwiska? Nic z tego. Sami ich namierzcie. Przecież wiecie, że są, prawda?A w takiej razie nie wypada cofać się lub złożyć tylko pięć półimperiałek. Wydobyła więc z kasy jeszcze pięć i wszystkie zawinęła w bibułkę. "Co prawda - mówiła do siebie - będzie tam panna Izabela, a tej nie można ofiarowywać dziesięciu półimperiałek."27 września tego roku członkowie Ligii Morskiej wybrali się na imprezę integracyjną do Puszczy Bukowej. Komunikacja Miejska stanęła na wysokości zadania i bezpiecznie dowiozła nas do celu wyprawy. Pod wodzą pełnej elan vital (tzn pełnej twórczej siły, która jest motorem świata) pani Magdaleny Streich przedzieraliśmy dzielnie szlaki szczecińskiej puszczy, dotarliśmy do punktu .