Powiem ci tak nie ma czegoś takiego co zjeść żeby się nie upić . Musisz mieć twardą głowę do tego aby pić . ; ) bo na drugi dzień czeka Cie kac morderca , jeśli nigdy w życiu nie piłaś . Możesz się nie upić pijąc mało , najlepiej drinki z dużą ilością coli .
Gdy podskórnie czułam już, że z moim piciem jest coś nie tak, non stop znajdowałam wymówki, żeby tylko nie musieć nic z tym robić. Oto, co sobie wymyślałam. Po pierwsze, NIE JESTEM ALKOHOLICZKĄ – Bez przesady – mówiłam sobie. – Przecież nie jest jeszcze tak źle. Nie wyglądam jak menel spod budki z piwem. Mam pracę. Dbam o siebie. Nikomu tym piciem krzywdy nie robię. Nie ma co sobie wmawiać, że ma się problem. Wyluzuj, dziewczyno! Nie dramatyzuj! Byle do wieczora. Komentarz na trzeźwo: Gdy piłam, byłam całkowicie ślepa na fakty. A fakty były takie, że nieraz budziłam się rano spuchnięta i zużyta jak wymięta ścierka, i nawet tony make up-u średnio to kamuflowały. Mój umysł walczył z kacem i często potrzebował wielu godzin, żeby odzyskać jako taką sprawność, więc w pracy zdarzało mi się popełniać błędy. Nierzadko kiedy jechałam do pracy lub też w samej pracy ręce trzęsły mi się tak, że musiałam na nich siadać lub chować za siebie, żeby nikt nie zauważył. Lęk, że jednak się wyda, że ktoś jednak zauważy, że przychodzę do pracy niemalże na bani i mnie zdemaskuje, nieustannie mi towarzyszył. Wiele razy kłamałam, udając jakąś wymyśloną na biegu dolegliwość, żeby ukryć skutki przepicia. Wiele razy brałam wolne w pracy, bo jednak zabalowałam. A ile razy zawracałam gitarę różnym lekarzom z powodu dolegliwości, które ewidentnie wynikały z nadużywania alkoholu. Czy nikogo nie krzywdziłam? Jako singielka mogłam to sobie wmawiać. Ale na pewno krzywdziłam siebie, nadużywałam zaufania mnóstwa ludzi, kasy podatników na leczenie następstw picia, a i relacje z innymi ludźmi – współpracownikami, bliskimi, znajomymi – pozostawiały wiele do życzenia. W mojej głowie świat był zły, działał przeciw mnie. To inni byli problemem, nie ja. Po drugie, GDYBYM CHCIAŁA PRZESTAĆ PIĆ, TO BYM PRZESTAŁA – Ale nie chcę. Ja po prostu lubię pić. Alkohol to fajny kompan. Poza tym go potrzebuję. Muszę w końcu mieć w tym życiu odrobinę przyjemności, a nie tylko tyrać jak wół. Zrelaksować się potrzebuję, odstresować. Przecież w zasadzie na siebie prawie nic nie wydaję, nic takiego sobie nie kupuję, to chociaż ten alkohol mogę mieć. Dlaczego niby miałabym sobie tego zabraniać. Przecież wszystko jest dla ludzi. Komentarz na trzeźwo: Oczywiście trudno zaprzeczyć, że picie może być źródłem przyjemności. Z pewnością jest. Szybko przynosi ulgę, zwalnia hamulce, rozluźnia kontrolę, dzięki temu poprawia humor, troski zasnuwa mgłą, daje poczucie mocy. W końcu z jakiegoś powodu ludzie go piją i się od niego uzależniają. Więc jasne, że rezygnacja ze źródła przyjemności, jeszcze tak łatwo dostępnego, legalnego wydawała się co najmniej nielogiczna. Argument, że „piję, bo lubię” pozwalał mi czuć, że przecież mówię prawdę, że nic tu nie ściemniam, a jak nie ściemniam, to znaczy, że nie ma problemu. A poza tym to „lubienie” w prosty sposób usprawiedliwiało to, dlaczego pić nie przestaję. Nie przestaję, bo nie chcę. Niestety w głębi ducha już dość mocno kiełkowała we mnie świadomość, że to nie do końca prawda. Ale powiedzieć sobie: „nie przestaję, bo nie mogę, nie potrafię” to już byłoby przyznanie się do tego, że jednak problem istnieje. Po trzecie, WSZYSCY PIJĄ – Pracuję akurat w takim środowisku, że bez alkoholu wielu spraw nie da się załatwić. W tej branży wszyscy piją. A kto nie pije, ten kabluje. Po prostu nie da się nie pić. Komentarz na trzeźwo: Gdy przestałam pić, jakoś tak dziwnie się złożyło, że nagle odkryłam, że jednak w koło mnie nie wszyscy piją. Że może nawet więcej jest tych, którzy nie piją, niż piją. Wystarczyło tylko wynurzyć nos ze swojej bańki, ze ścisłego grona pijących znajomych, żeby to zobaczyć. Okazało się też, że ani w biznesie, ani w życiu towarzyskim nikt nie ma problemu z tym, że ja nie piję, a jak ktoś miał z tym problem, to zazwyczaj okazywało się, że to mój jeszcze nieopierzony „ziomek” czy „ziomalka” ze spektrum U. Po czwarte, ŻYCIE JEST ZBYT CHUJOWE, ABY NIE PIĆ – Za dużo mam problemów na głowie, żeby nie mieć jakiejś odskoczni. Stresująca praca, codzienny wyścig szczurów w korpo, z bliskimi też ciągle jakieś kłopoty, pretensje, oczekiwania, w kraju degrengolada, że aż rzygać się chce, w ogóle życie jest do bani. Normalnie się nie da się żyć. Komentarz na trzeźwo: Sporo czasu mi zabrało, żeby zrozumieć, ile dramatów sama rozniecałam swoim chorym, pijanym umysłem. Od kogoś usłyszałam kiedyś, że alkoholik to człowiek, który z byle gówna potrafi zrobić tragedię. Wszystko, co pozwalało mi poużalać się nad sobą, wejść w rolę ofiary, było dla mnie niczym woda na młyn. Namiętnie łapałam do wszystkich i wszystkiego urazy. Do ludzi, do Boga, do świata. Pociąg się spóźnił, autobus uciekł, koleżanka w pracy na mnie nie tak spojrzała, wszystko urastało do rozmiarów apokalipsy i służyło jednemu – żeby się napić. Bo przecież każdy powód jest dobry. A na pewnym etapie picia, gdy już podskórnie wiesz, że z piciem masz problem, potrzebujesz powodów, by sobie jakoś uzasadnić to swoje nieustanne uleganie nałogowi. Po piąte, GDYBY TYLKO… – Gdyby moi starzy tak bardzo nie spieprzyli mi dzieciństwa… Gdyby mój szef, mój facet, moja sąsiadka, pani w urzędzie mnie tak nie wkurwili… Gdybym wygrała w totka i w końcu miała tyle szmalu, żeby ciągle nie musieć martwić się o pieniądze… Gdyby mnie tak wszystko nie bolało… Gdyby na świecie nie było tyle zła… Gdybym tylko wyszła z psychicznego doła… Gdyby moja przyjaciółka nie umarła… Gdyby w końcu przestało padać… itd., itd. Komentarz na trzeźwo: Jak wyżej. Alkoholik szuka powodów, by pić i jednocześnie rozgrzeszenia tego swojego picia. „Gdyby tylko…” to znakomite narzędzie do poczucia się nieszczęśliwym. Znakomitość „gdybania” zasadza się na tym, że nigdy nie dotyczy ono stanu rzeczywistego. Nigdy nie opiera się na faktach. Zasadniczo nie można z nim nic zrobić. Bo przecież dzieciństwo „se newrati’, wygrana w totka jest mało realna, przyjaciółki się nie wskrzesi, zła na świecie ani deszczu nie powstrzymasz, a jak coś boli czy ma się doła, to można się zapaść w sobie i nic z tym nie robić, tylko oddać narzekaniu. Wygodne, prawda? Nic tylko się upić. Bo przecież co innego zostało, skoro człowiek w tych kwestiach bezradny. Po szóste, DAM SOBIE RADĘ SAMA Być może piję trochę za dużo, trzeba będzie z tym coś pewnie zrobić. Nie ma jednak mowy o tym, żeby kogoś prosić o pomoc. Sama ze wszystkim dawałam sobie do tej pory radę, to i z tym sobie poradzę. Muszę się tylko wziąć za wszarz. Trzeba być silnym, nie miękkim. A ja silną wolę mam. Czy nie dzięki niej tyle w życiu osiągnęłam. Studia pokończyłam, karierę robię, własnego mieszkania się dorobiłam. Trochę dyscypliny, uporu i silnej woli i będzie gites. Komentarz na trzeźwo: Na odwyku dowiedziałam się, że alkoholizm to choroba, a nie kwestia słabej czy silnej woli. I że ta choroba powoduje, że nie jesteś w stanie ocenić skali zagrożenia i siły przeciwnika, dlatego nieustannie będąc „sportowym kibicem” roisz sobie, że możesz wejść na ring i walczyć z Mikiem Tysonem, i że zwyciężysz. Mimo że nie raz zostałeś przez owego Tysona znokautowany. Nokauty niczego cię nie uczą. Padałeś już wiele razy, ale i tak brniesz dalej na ten ring i podejmujesz kolejne skazane na porażkę próby. Wierząc, że tym razem z pewnością Ci się uda. Czy to nie obłęd? Gdy na programie AA stawiałam swoje pierwsze kroki (program 12 kroków), wciąż bardzo trudno było mi się poddać przekonaniu, że alkoholizm to nie kwestia woli, że to choroba i w dodatku śmiertelna. „Ale jaka to choroba? – mówiłam mojej sponsorce. – „Choroba to jak ktoś ma raka, a nie że nie może powstrzymać się od wypicia piwa” – dedukowałam. I wtedy moja sponsorka powiedziała mi: „OK, to jak będziesz miała sraczkę, to spróbuj ją zatrzymać siłą woli”. Szach mat. Po siódme, NIE PÓJDĘ NA ŻADNĄ TERAPIĘ, BO… NIE MAM CZASU – Mam się zamknąć na 1,5 miesiąca czy 2 na odwyku?! To wykluczone. Stracę pracę. Przecież muszę zarabiać. Jak przestanę pracować, to kto mnie utrzyma? (Alkoholicy, którzy mają rodzinę, zwykle wstawiają tu: Rodzina beze mnie zginie. Nie mogę sobie pozwolić na tak długą nieobecność w pracy, na niebranie kolejnych zleceń). Terapia dochodząca kilka razy w tygodniu? Wykluczone! Na nią też nie mam czasu. Musiałabym się zwalniać z roboty, a i tak ciągle zostaję w niej po godzinach, bo się nie wyrabiam ze wszystkim. Poza tym u nas krzywo patrzą na tych, którzy za często chodzą na zwolnienia lekarskie czy wychodzą wcześniej. Nie ma takiej opcji, muszę sobie dać radę sama. Komentarz na trzeźwo: Praca, praca, praca – dla mnie to ona była argumentem na wszystko. Ot, mój osobisty bożek. Choć inni pewnie mają inne bożki, inne „trudne do spacyfikowania wymówki”. Ale w końcu przyszedł ten dzień, kiedy do pracy pójść nie mogłam, tak przesadziłam z alkoholem. Nie mogłam też pójść następnego dnia i następnego. I nie odbierałam telefonów od przełożonego, bo nie byłam w stanie go utrzymać w ręce. Kolejne kłamstwa sprawiły, że z pracy mnie nie wylano, ale stan, do jakiego się doprowadziłam, był dla mnie osobistym dnem. Wtedy dopiero uznałam, że nie mam wyjścia i muszę iść na odwyk. Dostałam od lekarza zwolnienie na czas odwyku. Musiałam jakoś przełknąć wstyd, że mój pracodawca dowie się, że byłam w psychiatryku. Potem był jeszcze gorszy, gdy „musiałam” mu wyznać z jakiego powodu tam byłam (nikt mnie nie przymuszał, ale miałam dość kłamstw). Przeżyłam. Świat się nie zawalił. Z pracy nikt mnie nie wywalił. Szybko jednak sama z niej odeszłam, bo miałam już w życiu inne priorytety, niż tylko praca i praca. Po ósme, AA TO NIE DLA MNIE – Sorry, ale nie jest ze mną jeszcze tak źle, by chodzić do AA. To jakaś pieprzona seksta. Moczymordy, patologia. Siedzą i ględzą o swoim chlaniu. I jak niby to miałoby mi w czymkolwiek pomóc? Komentarz na trzeźwo: Nawet już po odwyku nie zmieniłam zdania o AA. Nadal uważałam, że tak nisko jeszcze nie upadłam. Leczenie pod okiem profesjonalistów – OK, ale zadawanie się z innymi pijakami to poniżej mojej godności. Dość długo, bo prawie dekadę udawało mi się powstrzymywać od spożywania alkoholu. Ale mózg alkoholika, jak się mu nie przypomina, zapomina, że jest chory i z czasem zaczyna znów śnić sny o potędze. Po blisko 10 latach pełna optymizmu znów wkroczyłam na dawną ścieżkę i do wszystkich wymówek, począwszy od punktu nr 1 tej listy. Drugie dno było głębsze i ciemniejsze. Prawie w nim utonęłam. Ale jakoś moje wyobrażenia o godności się zrewidowały. Już mogłam poczuć się częścią AA 😊. Nie żałuję. Trzeźwe moczymordy to naprawdę fajni ludzie. Po dziewiąte, NIE WYOBRAŻAM SOBIE, ŻE MIAŁABYM PRZESTAĆ PIĆ NA ZAWSZE – Ale jak to? Mam iść na firmą imprezę i nie pić, kiedy wszyscy piją? Mam nie wypić z bratem na święta? Nie wypić toastu na weselu mojej siostry? I co to za sylwester bez lampki szampana? Wakacje nad morzem bez drinka z palemką? Czyli całe życie bez radości, bez luzu, bez zabawy? Nie wyobrażam tego sobie! Komentarz na trzeźwo: Nawet po odwyku wciąż myślałam kategoriami – „byle do emerytury”. Na emeryturze przecież już nie będę mogła stracić pracy, więc w sumie mogę znów zacząć pić. Trzeba wytrzymać te 30 lat, a potem znów będzie fajnie. Serio, tak myślałam. Bo picie wciąż było dla mnie atrakcyjne. Niedziwne więc, że w końcu zapiłam. Program 12 kroków skutecznie mnie z tej tęsknoty do picia wyleczył. Po dziesiąte, BĘDĘ PIĆ KONTROLOWANIE – No przecież słyszałam, że można. Czytałam w Internecie, że niektórzy terapeuci oferują taką naukę kontrolowanego picia. Widziałam nawet webinar, gdzie uzależniony opowiadał, że nauczył się tak pić. A zatem można. Wcale nie trzeba wyrzekać się alku na zawsze. Komentarz na trzeźwo: Nie znam alkoholika, który umie pić kontrolowanie. Tak, widziałam w Internecie oferty jakichś ludzi, którzy oferują terapię picia kontrolowanego, ale w Internecie widziałam też bardzo realistyczne zdjęcia kosmitów, zaś na żywo takiego nie spotkałam. Webinar, na który się niegdyś powoływałam w gruncie rzeczy prowadził koleś, który był narkomanem, a nie alkoholikiem, więc być może jemu udaje się pić kontrolowanie, choć i tu obecnie mam wątpliwości. Z własnego doświadczenia wiem, że ja nie potrafię. Próbowałam. Zawsze kończyło się tak samo. Ciągami i totalną życiową katastrofą. Dla mnie picie kontrolowane to kolejna iluzja i dowód na nieakceptację choroby. Ten sam schemat – wchodzenia na ring i podejmowaniu prób pokonania Tysona. Duża Mi
121. Generał. Moim zdaniem trzeba poznac przyczyne picia. Wiadomo człowiek zaczyna pić z jakiegoś powodu ( nuda , jakieś problemy , obraca sie w towarzystwie osób pijących , kompleksy itp
Święta Bożego Narodzenia coraz bliżej. Szukamy prezentów dla swoich bliskich, kupujemy składniki do świątecznych potraw, pakujemy niespodzianki, rezerwujemy hotel w górach i wybieramy choinkę, która pomoże stworzyć świąteczną atmosferę w domu. Każdy z nas inaczej spędza święta, odpowiednio każdy też inaczej się do nich przygotowuje. Co natomiast mają robić osoby uzależnione od alkoholu, którym świąteczny okres kojarzy się z krytycznym spojrzeniem członków rodziny, wyzwaniem, jak nie upić się w święta oraz postanowieniem, że w tym nowym roku już na pewno uda się rzucić nałóg. Puste, niespełnione obietnice, kolejna kłótnia w domu oraz zepsuta atmosfera świąt. Poniższy artykuł przygotowaliśmy z myślą o każdej osobie uzależnionej, żeby pomóc przetrwać święta bez alkoholu i przy tym dobrze się bawić. Przeczytaj artykuł i dowiedz się - jak spędzić święta bez alkoholu? Czy w Wigilię można pić alkohol? Każda rodzina to połączenie tradycji, które przechodzą z pokolenia na pokolenie. Alkohol w Wigilię również zalicza się do rzeczy, które mogą, ale nie muszą być akceptowane w danym domu w święta Bożego Narodzenia. Kościół nie nakazuje rezygnować z alkoholu, ale również nie agituje do spożywania jakichkolwiek napojów procentowych w okresie świąt. Czy w Wigilię można pić alkohol? Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, ponieważ wybór należy do każdego z nas osobno. Poniższy artykuł jest poświęcony osobom borykającym się z chorobą alkoholową oraz osobom współuzależnionym. Opisaliśmy kilka sposobów, które pomogą powstrzymać się od alkoholu w okresie świątecznym i cieszyć się atmosferą świąt w gronie rodzinnym, a nawet w samotności bez używek. Jak powstrzymać się od alkoholu w okresie świątecznym? Przygotowaliśmy listę pomysłów na to, jak spędzić święta bez alkoholu. Mamy nadzieję, że 5 porad przedstawionych poniżej pomoże osobom uzależnionym powstrzymać się od alkoholu w tak ważnym okresie dla całej rodziny, a dokładnie w święta Bożego Narodzenia. Podziel się naszymi sposobami na trzeźwe święta ze swoimi znajomymi, którzy mają problem alkoholowy i potrzebują pomocy. Zapoznaj się również z zaleceniami dla trzeźwiejących alkoholików, przygotowanymi przez naszych lekarzy. 1. Święta w gronie najbliższych osób, które wiedzą o problemie alkoholowym Wszystkie rodzinne święta, w tym Boże Narodzenie, najlepiej spędzać w gronie najbliższych osób, które z szacunkiem i wyrozumiałością podchodzą do Twoich problemów, decyzji i postanowień. Jeżeli jeden z członków rodziny jest trzeźwiejącym alkoholikiem i obecnie znajduje się w stanie abstynencji, poproście rodzinę lub grupę znajomych do których idziecie o zrezygnowanie z alkoholu w trakcie kolacji. Jest wiele domów, w których wieczerza Wigilijna odbywa się bez alkoholu. Jeżeli są to osoby bliskie i nieobojętne do problemu alkoholowego, chętnie zgodzą się spędzić święta bez używek. Nie ma nic złego w tym, żeby przyznać się do problemu, a szczególnie jeżeli ten problem dotyczy zdrowia (alkoholizm jest taką samą chorobą jak każda inna i każdy może uzależnić się od alkoholu). Powinniśmy bez obaw i wstydu mówić o takich rzeczach i liczyć na wsparcie ze strony rodziny. 2. Święta bez alkoholu - poza domem Ta opcja nadaje się zarówno dla osób, które planują spędzić święta z rodziną, ale również dla tych, którzy spędzają święta w samotności. Kilka tygodni przed okresem świątecznym wybierz miejsce, gdzie chciałbyś/chciałabyś wybrać się na Boże Narodzenie i zarezerwuj nocleg oraz ewentualne atrakcje (koncert, lodowisko, narty). Może to być wycieczka w góry, do innego miasta lub kraju. Unikaj miejsc, gdzie pije się alkohol. Najlepiej wybrać jakąś sportową atrakcję lub pojechać z osobami nie pijącymi. 3. Gry i zabawy Siedzenie przy stole, jedzenie i picie to nie są jedyne czynności, które można robić w trakcie wieczerzy. Zaplanujcie święta w ten sposób, żeby nie mieć czasu na myślenie o alkoholu. Secret Santa, wymiana prezentami, gry i zabawy z podziałem na drużyny, gry planszowe, układanie puzzli, impreza przebierana, spacer na miasto lub oglądanie filmów świątecznych. Być może spędzanie świąt w taki sposób nie jest w stylu waszej rodziny, ale zawsze warto spróbować czegoś nowego. Może to pomóc osobie uzależnionej odprężyć się, choć na chwilę zapomnieć o nałogu i potrzebie spożywania alkoholu, żeby dobrze się bawić. Zaplanujcie gry nieco wcześniej, kilka dni przed świętami, przygotujcie wszystkie niezbędne akcesoria, odpowiednią playlistę i bawcie się dobrze przez cały wieczór! 4. Spraw przyjemność swoim bliskim Przygotowywanie oraz dawanie prezentów zawsze sprawia ogromną przyjemność, szczególnie jeśli robimy to z poczuciem miłości oraz troski o osobę bliską. Będąc alkoholikiem wiemy, że sprawiliśmy dużo przykrości swojej rodzinie, partnerowi/partnerce, dzieciom, a nawet znajomym. Złamane obietnice, kłótnie, kłamstwo. Najlepszym prezentem dla całej rodziny będą święta w miłej, rodzinnej atmosferze, szczere rozmowy i zero alkoholu. Powiedzieć “nie pij choć jeden dzień” jest łatwe, szczególnie tym, kogo choroba alkoholowa nie dotknęła w sposób bezpośredni. Zdajemy sobie sprawę z tego, że gdyby zaprzestanie picia było łatwe i nie sprawiało problemu dla osoby uzależnionej, to tak naprawdę choroba alkoholowa by nie istniała. Co zrobić, żeby nie pić w święta? Polecamy zacząć leczenie alkoholizmu jeszcze przed świętami. Najlepszym rozwiązaniem problemu będzie psychoterapia. Żeby zachować abstynencję i nie skusić się na kieliszek alkoholu w trakcie rodzinnej wieczerzy można skorzystać z zaszycia alkoholowego. Wszywka alkoholowa z Esperalem pomaga w utrzymaniu długotrwałej abstynencji, dzięki czemu można będzie zapomnieć o nałogowym piciu nawet na 12 miesięcy! Dowiedz się - jak działa wszywka alkoholowa? 5. Postanowienia noworoczne Pisząc plany oraz postanowienia noworoczne na kartce, czujemy się nieco bardziej odpowiedzialni wobec ich wykonania, ponieważ na koniec roku będziemy mogli odhaczyć dużym ptaszkiem ich realizację i pochwalić siebie za starania oraz wytrwałość. Rozpoczęcie leczenia choroby alkoholowej oraz 365 dni abstynencji mogą być niezłym wyzwaniem dla osób uzależnionych, które na pewno warto dodać do swojej listy planów na przyszły rok. Pisząc takie postanowienia jeszcze przed świętami pomoże nam rozpocząć ich wykonanie już w okresie świątecznym i podzielić się wynikami z całą rodziną 12 miesięcy później, obchodząc kolejne święta. Zachęcamy do udziału w challange prowadzonym przez sieć gabinetów Alkomedica - Rok bez alkoholu. Śledząc nas na mediach społecznościowych będziesz mógł/a motywować się nawzajem z innymi uczestnikami wyzwania, dostaniesz mnóstwo wskazówek od lekarzy-specjalistów, będziesz miał/a możliwość podzielenia się opinią na temat swojego samopoczucia fizycznego i psychicznego oraz zadać mnóstwo pytań dotyczących procesu leczenia. Udział w wyzwaniu sprawi, że walka z alkoholizmem będzie zdecydowanie skuteczniejsza niż dotychczasowe próby zerwania z nałogiem! Życzymy Wesołych Świąt i Szczęśliwego Nowego Roku! Zespół Alkomedica
Są zdefiniowane cztery fazy rozwoju uzależnienia od alkoholu: wstępna („picie towarzyskie”), ostrzegawcza, krytyczna i chroniczna. 1. Faza wstępna alkoholizmu. Pierwsza faza alkoholizmu może trwać nawet kilka lat. W miarę czasu „picie towarzyskie” przeradza się w picie na rozładowanie napięć, stresów, poprawy samopoczucia.
Degustacja - co to w ogóle oznacza? Jak się do tego zabrać? Czy trzeba być wielkim znawcą alkoholi, żeby móc degustować whisky? Postaram się pokrótce i od strony amatora jakim przecież jestem, opisać z czym to się w ogóle ‘je’. Data dodania: 2014-05-29 Wyświetleń: 2516 Przedrukowań: 0 Głosy dodatnie: 1 Głosy ujemne: 0 WIEDZA Licencja: Creative Commons Nie oszukujmy się, żyjemy w kraju, w którym alkohol kojarzy się tylko z jednym – z jak najszybszym dostarczeniu procentów zawartych w wyskokowych trunkach do naszego mózgu. Wiadomo, od czasu do czasu nawet trzeba w taki sposób podejść do tematu alkoholu, wyluzować się (oczywiście w ramach zdrowego rozsądku, no i nie za często). No ale skupmy się już na temacie degustacji. Degustacja – pierwsze skojarzenie z tym słowem? Smakowanie, próbowanie językiem, czyli generalnie coś co kojarzy nam się ze zmysłem smaku. Jakże mylne w przypadku whisky jest takie myślenie. Znaczy się wróć, mylne nie do końca, bo koniec końców rzeczoną whisky wypijamy i język bierze czynny udział w degustowaniu. Jednak zmysłem, który mówi nam najwięcej o tym trunku jest nos. To nos jest o wiele bardziej czułym narządem jeśli chodzi o odbieranie zmysłów. Mądre głowy znające się na anatomii twierdzą, że kubkowi smakowemu na języku odpowiada 10 tysięcy receptorów w nosie (!). Widać więc, że powiedzonka ‘mieć nosa’ nie wymyślona tutaj nadaremno. Język wyczuwa również bardzo wiele niuansów smakowych, ale nos pozwala wzmocnić znacznie te doznania. W czym degustujemy? No właśnie, znowu odniosę się do naszych nawyków kojarzących się z piciem whisky. Standardowa szklanka do drinków z colą tutaj się nie przyda. Do wyczucia jak największej ilości aromatów idealny jest kieliszek w kształcie tulipana (patrz foto). Kształt tulipana, czyli zwężone ujście kieliszka pozwala skumulować aromaty, które oddaje alkohol -> whisky. Są też osoby, które taki kieliszek z odrobiną whisky zakrywają dodatkowo szklaną przykrywką (szkiełkiem), nie pozwalają niejako uciec cennym aromatom. Jednak nie dajmy się zwariować, sam kieliszek w zupełności wystarczy. Cena takiego kieliszka to maksymalnie 10zł (nie dajcie się naciągać na jakieś wynalazki kosztujące paredziesiąt złotych, gdzie płacicie za logo, bo samo szkło, to groszowe sprawy). Skoro szkło mamy pokrótce omówione, warto się teraz pochylić nad tym co degustujemy. Nie ważne czy to whisky single malt, blended, czy też bourbon, warto zwrócić uwagę na moc degustowanego trunku. Jest wiele teorii co do mocy degustowanego trunku. Jedni podają, że rozcieńczają whisky do ok. 20%, inni nie schodzą poniżej 30%, kolejni brzydzą się wodą, a jeszcze inni leją więcej wody, niż whisky. Osobiście staram się doprowadzać stężenie alkoholu do mniej więcej 35% - odpowiada mi taka wartość, moc alkoholu nie znieczula mi kubków smakowych, sama whisky się otwiera, czyli uwalnia dodatkowe aromaty i nierzadko zaskakuje ilością nut smakowych jakie można wyczuć. Oczywiście nie mierzę stężenia alkoholu, ilość wody dodaję na oko, proporcjonalnie. Fajną opcją są kieliszki z podziałką, gdzie pokazaną mamy ilość alkoholu, oraz ilość wody jaką możemy dodać. Dobrą praktyką jest powąchanie najpierw alkoholu nierozcieńczonego, zanotowanie wrażeń, a dopiero potem dolanie wody, kolejny niuch i kolejne notatki z wrażeń. Oczywiście whisky oceniamy też okiem. Czy dany alkohol ma kolor słomkowy, ciemnego bursztynu, czy dosłownie bordowo-czerwony. Dochodzimy w końcu do samego smakowania. Bierzemy łyk, ówcześnie lub jednocześnie wąchając whisky, przepłukujemy nią usta, starając się, aby trunek dotarł wszędzie, tzn. na boki języka, na sam koniec, czubek. Znowu wąchamy, a gdy whisky rozlała się już po całym wnętrzu ust, przełykamy. Notujemy, czy whisky była oleista, kremowa, czy może typowo alkoholowa (spirytusowa). Dodatkowo oceniamy jej słodkość, lub jej brak, gorzkość, kwaśność, a nawet słoność. Staramy się zapisać jak najwięcej odczuć, skojarzeń, to co nam aktualnie przychodzi do głowy. Zwracamy również uwagę na tzw. finisz, czyli kolokwialnie mówiąc na posmak. Czy utrzymuje się długo (co jest pożądane), czy jest przyjemny, czy jest podobny do aromatu, czy może do tego co początkowo wyczuł język. Należy zapamiętać, że ilu degustujących, tyle może być opinii na temat danej whisky. To jak my ją widzimy może zależeć również od naszego nastroju, czy nawet zmęczenia. Starajmy się degustować w sprzyjających warunkach, tzn. zrelaksowani, bez pośpiechu, delektujmy się chwilą spędzoną z daną whisky (bez dziwnych skojarzeń J ) i wąchajmy i wąchajmy i wąchajmy. A potem porównujmy z oficjalnymi notkami destylarni, z notkami innych degustujących. Wracajmy po jakimś czasie do tej samej whisky, a na pewno wyczujemy nowe smaki i aromaty. Degustujcie więc i odkrywajcie bogaty świat whisky! Licencja: Creative Commons
Zawiera od 35 do 60% alkoholi. W Polskich sklepach najczęściej spotykany jest gin brytyjski (ok. 45% alkoholu) i gin amerykański (40% alkoholu). Gin to jeden z najbardziej popularnych alkoholi używanych do mieszania w drinkach - może stanowić dodatek do kolorowych napojów, soków bądź syropów cukrowych.
fot. Shutterstock fot. Shutterstock Na przykład po setkach lat tradycji i gotowania Włosi sugerują, by dania z makaronem i czerwonym sosem popijać czerwonymi winami, ktorych nazwa kończy się samogłoską, np.: Chianti, Barolo, Bardolino, Valpolicella, Barbera, Dolcetto, Gattinara, Montepulciano. Makaron z białym sosem to też samogłoska, ale tym razem to białe Orvietto, Trebbiano lub Gavi. Zanim wyśmiejesz tę teorię, wypróbuj ją - sam zobaczysz różnicę. Podobną "językową" teorię mają Francuzi, że świeże owoce morza powinno się jadać tylko w miesiącach, które w swojej nazwie (oczywiście, po francusku) mają literę "r, bo tylko wtedy ma się naprawdę gwarancję świeżości i szansę uniknięcia zatrucia pokarmowego. A to w przypadku owoców morza jest wyjątkowo zjadliwe i męczące. Wiem, co mówię, bo kiedyś dzięki ostrygom zjedzonym w sierpniu (po francusku sierpień to aout - tak, tak, bez "r") zdobyłem zaszczytny tytuł Króla Miejskich Szaletów i utrzymałem go przez tydzień. Mądrzy ludzie nie lekceważą ludowych mądrości. Jeżeli nie masz głowy do nazw - a kto ma, by zapamiętać takie Brunello Monifi tadorino di Tulio Santidorino, na Boga?! - spróbuj szukać klucza w szczepach winorośli. Tych jest znacznie mniej i pozwalają chociaż ogólnie się rozeznać. I tak Dylan Jones, brytyjski ekspert, doradza: • Sauvignon Blanc i Riesling dobrze smakują z rybami, warzywnymi sałatkami, duszonymi lub gotowanymi potrawami. Dobrze też im robi rozmaryn, cynamon, koperek i czosnek. • Sangiovese, Pinot Noir, Merlot i Chardonnay pasują do wieprzowiny, drobiu, cielęciny oraz do pieczonych i smażonych potraw. • Cabernet Sauvignon, Zinfandel i Syrah doskonale odnajdą się w towarzystwie duszonych i grillowanych mięs z sosami naturalnymi lub na bazie wina, z pietruszką, gałką muszkatołową, a także z serami - brie i camembert. To chyba wszystko. Uff ... Zasada 4: nie krępuj się odesłać wina Jeżeli skorzystałeś z polecenia kelnera lub sommeliera i zamówiłeś wino, które Ci nie smakuje, odeślij je. Masz do tego pełne prawo. Zachowaj jednak umiar z odmowami, bo gdy odeślesz kolejną butelkę, obaj panowie na zapleczu upiorą swoje skarpety w Twojej, właśnie zamówionej, zupie rybnej. Zasada 5: pij, gdy Twój gość pije Teraz uwaga, bo zaraz będzie coś, co możesz zaznaczyć markerem lub skserować i pokazywać za każdym razem, gdy wywieje Cię na zbyt długo z domu. Brzmi to zaskakująco, ale savoir-vivre w restauracji nie pozwala, by zapraszający lub zaproszony (zwłaszcza gdy jest nim Twój szef) pił samotnie. Aperitf i wino przecież Cię nie zabiją, a nie chcesz chyba powiedzieć, że przyjechałeś na kolację własnym samochodem, a nie taksówką? O, rany, naprawdę?! Jeżeli jednak, z całkowicie niejasnych powodów, ślubowałeś abstynencję, pozwól kelnerowi napełniać swój kieliszek i od czasu do czasu zamocz w nim wargi. Nikt nie zwróci na to uwagi po trzecim kursie kelnera. Natomiast, jeżeli Twój gość lub gospodarz nie pije (zwłaszcza gdy jest nim Twój szef), Ty także nie pij. Etykieta pozwala na mały aperitif przed kolacją, ale nic więcej. A propos etykiety, to słów "Red Bull" nie ma w jej słowniku. Zwłaszcza do posiłku. Coca-colę można (a nawet należy) zamawiać we Francji, gdy chce się z zemsty doprowadzić do apopleksji aroganckiego kelnera, który zdążył już nas wkurzyć przynajmniej 5 razy. Zasada 6: gdy nie wiesz, co podać, podaj szampana To właśnie o nim żona słynnego producenta szampanów, madame Bollinger, powiedziała: "Piję go, gdy jestem szczęśliwa i gdy jestem smutna. Czasem, gdy jestem sama. Gdy jestem w towarzystwie, napój ten uważam za obowiązkowy. Sączę go, gdy nie jestem głodna, i piję, gdy jestem. W innych przypadkach nawet go nie dotykam - chyba że chce mi się pić". Fakt, że każdy z nas ma kumpla, który mógłby to samo powiedzieć o zimnym piwie, nie zmienia trafności tego cytatu. To samo zresztą można powiedzieć o zdaniu Winstona Churchilla, że pija szampana wyłącznie w dwóch przypadkach: gdy je bażanta i gdy nie je bażanta. Nawet najwięksi konserwatyści zgadzają się, że szampan jest jedynym winem, które można pić o każdej porze dnia i nocy, przed posiłkiem, w jego trakcie, po nim i w ogóle bez posiłku. Kapitalny wynalazek. Gorszą wiadomością jest jego cena, ponieważ - i tu niektórzy się mocno zdziwią - Dorato nie jest szampanem. No, co Ty? No, serio. Szampan jest zastrzeżony dla francuskiej Szampanii, a cała reszta to musujące wina albo gorzej. Nawet fantastyczna hiszpańska Cava czy włoskie Prosecco to tylko musujące wina. Szczęście jednak, że istnieją, ponieważ kosztują kilka lub kilkanaście razy taniej niż markowe szampany, a smakują wyśmienicie, w odróżnieniu od tego, wyżej wymienionego, nieszczęścia na D. I te bez wstydu możemy podać, gdy nie wiemy, co podać.
6. Jogurt grecki. Jogurt grecki jest świetną opcją, ponieważ jest bogaty w białko i wapń, które mogą pomóc zredukować działanie alkoholu. Ponadto żywe i aktywne kultury w jogurcie greckim pomogą ochronić jelita przed toksycznym działaniem alkoholu. Jogurt grecki jest pożywny i pyszny, a może pomóc w uniknięciu kaca. 7.
Odwyk alkoholowy – NFZ. Jeśli jesteś ubezpieczony, możesz skorzystać z odwyku alkoholowego na NFZ. Jedyne, co musisz posiadać, to dowód ubezpieczenia zdrowotnego. Jeśli jednak nie posiadasz ubezpieczenia, bardzo możliwe, że koszt twojego leczenia pokryje Ministerstwo Zdrowia.
indywidualnie uwarunkowana tolerancja alkoholu, spożyty posiłek przed piciem alkoholu (pusty żołądek, obfity obiad. Co interesujące, jedzenie tłustych potraw wprawdzie spowalnia wchłanianie alkoholu do krwi, ale nie eliminuje go. Co więcej, im później alkohol dotrze do wątroby, tym później zacznie go ona metabolizować.
Czy można się upić od wina? Caroline Ingalls. Krótka odpowiedź na to pytanie brzmiałaby: tak. Wynika to z kongenerów. Wiem, wielkie słowo. Gruntownie, kongenery to substancje chemiczne, które pojawiają się w alkoholu podczas fermentacji. Określają smak i zapach tego, co pijesz.
Tym razem bardzo praktyczny, nauczycielski temat. Nauczyciele często tracą zbyt dużo czasu lekcji na sprawdzanie listy obecności. Trwa to nawet do 15 minut. W tym czasie uczniowie nudzą się, ziewają lub zaczynają się zajmować czymś zupełnie z lekcją niezwiązanym. STRATA. Pomyślmy, co można byłoby zrobić zamiast tradycyjnego
. cqd4waumiy.pages.dev/234cqd4waumiy.pages.dev/670cqd4waumiy.pages.dev/370cqd4waumiy.pages.dev/945cqd4waumiy.pages.dev/661cqd4waumiy.pages.dev/724cqd4waumiy.pages.dev/413cqd4waumiy.pages.dev/486cqd4waumiy.pages.dev/542cqd4waumiy.pages.dev/298cqd4waumiy.pages.dev/584cqd4waumiy.pages.dev/207cqd4waumiy.pages.dev/274cqd4waumiy.pages.dev/245cqd4waumiy.pages.dev/983
co dodać do alkoholu żeby kogoś upić